Pięknie to pojęcie definiuje Wikipedia: "W psychologii prokrastynacja lub zwlekanie oznacza patologiczną tendencję do nieustannego przekładania pewnych czynności na później, ujawniającą się w różnych dziedzinach życia. Bywa nazywana syndromem studenta". Ostatnie stwierdzenie najlepiej obrazuje, kto jest najbardziej zagrożony tym podstępnym procederem.
Właściwie ciężko powiedzieć, skąd się owy syndrom bierze. Zauważmy taką prawidłowość: w czasie semestru student "studiuje" a nie "uczy się" - czyli ogólnie korzysta z życia studenckiego w sposób wszelaki. Objawia się to m.in. ciągłym bałaganem w pokoju i stertą brudnych naczyń w kuchni. Gdy zbliża się jakieś kolokwium student wsparty piwem zabiera się za naukę wcześniej, by spokojnie zaliczyć materiał i wrócić do balangi.
Gdy jednak nadchodzi sesja i ilość niezbędnego do opanowania materiału niebezpiecznie wzrasta, a czasu na to jest dramatycznie mało, studentowi przychodzi nagle do głowy chęć ogarnięcia domowego bajzlu.
Pięknym przykładem na taki stan rzeczy są moi współlokatorzy (ja również). Oto bowiem wczoraj (każdy z nas ma jutro egzamin) jeden z nich ni stąd, ni zowąd zabrał się za porządkowanie swojej szafki (nigdy tego nie robił, bo i koniecznym to nie było), drugi postanowił pozmywać naczynia za wszystkich po obiedzie, mnie nagle olśniło, że może by tak kurze w mieszkaniu zetrzeć...
Tym prostym sposobem większość nauki została przełożona na dziś, ale... Jako katolicy ładnie na 10 powędrowaliśmy do kościoła. O 11:30 wróciliśmy - dobrym pomysłem jest zajrzenie na internet w celu przeglądnięcia informacji ze świata. O 13 już zaczęło burczeć w brzuchu - przygotowania do obiadu. 15 - Polska grała o brązowy medal na MŚ w piłce ręcznej (brawa za wywalczenie!), o 17 był finał. Godzina 19 była odpowiednią do tego, by coś sobie przyrządzić do jedzenia w ramach kolacji. O 20 nadszedł ten moment - romans z książką okazał się jednak mało owocnym. Od 22 nastąpi codzienny rytuał oglądania "Dr House'a" (dziś zaczynam piąty sezon ^__^).
Prokrastynacja ma to do siebie, że może przejść na inne dziedziny życia, niż uczenie się. Wtedy człowiek staje się notorycznym prokrastynatorem, który ma problem z zabraniem się do jakiejkolwiek pracy. Rzecz jasna - po każdym jednym przypadku odkładania na później obiecuje sobie, że to był ostatni raz, ale prokrastynacja nigdy nie daje za wygraną.
Czy są jakieś sposoby na radzenie sobie z syndromem studenta? W moim wypadku może to być jedynie zrobienie generalnego porządku mieszkania przed sesją
zrodlo: http://www.students.pl/wokol-studiow/ku ... rastynacja

